czwartek, 14 marca 2013

To wszystko dla zdrowia!



             Jestem po egzaminie…Kolejnym studiom podyplomowym mówię zdecydowane NIE!!! teraz czas na relaks. Wiosna nadchodzi, czas wziąć się za siebie, na masaż skoczyć, do kosmetyczki, może na fitness wreszcie będzie chwilka, rower odkurzę (na MPK zaoszczędzę i kondycję podreperuję) i dietę wzbogacę o nowalijki. Teraz jednak zapomnę na chwilę o kwasowości, zasadowości i nagrzeszę…potem wypiję ziółka Gonseen i się zrównoważę. Bo przecież nie zamierzam zadziałać destrukcyjnie na to co wypracowałam od czerwca :)


            Świętując zatem kolejny koniec lub początek, licho wie co, wybrałyśmy się z moją przyjaciółką Uleńką na kawę i ciacho…nie doszłyśmy jednak, bo o 9.40 w sobotę kiepsko z kafejkami…a właściwie dlaczego w Poznaniu nikt śniadaniowej knajpki nie założył jeszcze?....może to dobry pomysł na biznes? – tylko jakiś marketing by się zdało postudiować…NIE DZIĘKUJĘ, STUDIOWANIA DOŚĆ na jakiś czas ;) I tak nie znalazłszy miejsca na świętowanie, zdecydowałyśmy się na mały shopping (już słyszę głos z zaświatów, mojej kochanej Babci    –„ Jaki szoping, to już po prostu na zakupy nie możecie iść???” Tęsknię za Tobą Babciu!) Zaliczyłyśmy Stary Browar – buty, 2 bluzki, sezamki (na osłodę…muszę skonsultować to pod kątem zdrowej diety z panem Królem i żeby za parking mniej płacić-poznanianki...) i ruszyłyśmy na jakąś Rozprzedaż w Factory Outlet w Luboniu (bo Uleńka stwierdziła, że na pewno jeszcze jest!:))

...Słońce świeciło pięknie…moje wytęsknione…
      



                   


      I tak zamiast skorzystać z uroków natury skończyłyśmy na zakupach pozbywając się znacznej części pensji (bo po rozprzedaży zostały jednak jedynie wspomnienia). Obawiałam się trochę wiadomych problemów po powrocie do domu z torbami wypełnionymi niezbędnymi do osiągnięcia pełni mojego szczęścia artykułami. Do poprzednich zakupów doszły bowiem jeszcze: prezencik dla córci na urodziny, spora ilość bielizny (tu Uleńka poszalała) i spodnie. Jeszcze oscypki kupiłyśmy żeby nie było żeśmy egoistki i o rodzinkach nie myślimy…
        
               Dzięki Opatrzności, która czuwała nad nami nie zakwasiłyśmy swych organizmów kawą (fuj) i ciastkiem (fuj, fuj) więc prozdrowotnie postąpiłyśmy. A że konto się uszczupliło ździebko :) to przecież tylko dla równowagi! Psychicznej oczywiście! Więc też prozdrowotnie!

        A paradując przed rodzinką w nowej garderobie zamiast ochrzanu było „WOW!” więc i dla relacji w domu prozdrowotnie…

2 komentarze:

  1. Co Ty o braku rozprzedaży napisałaś? Że niby jej nie było? Nie...chyba Ci się coś pomieliło...Musimy koniecznie tam pojechać ponownie! Udowodnię Tobie że Rozprzedaż w Factory w Luboniu trwa...cały rok? Ale my, poznanianki będziemy dozowały nasze wyjazdy zakupowe (jakby powiedziała Twoja Babcia...też za nią tęsknię ;)) i powiedzmy...raz na kwartał, wystarczy. No to jesteśmy umówione.

    OdpowiedzUsuń