poniedziałek, 4 marca 2013

Ksiądz nie powinien być przystojny...



          Wielki Post sprawia, że boję się chodzić na Mszę. Świat przepełniają złe wiadomości, z którymi spotykam się jeśli nie osobiście to pośrednio przez media. A i w Kościele w tym czasie nie odnajduję otuchy. W kazaniach występuje jedynie zastraszenie, napiętnowanie, nadchodząca kara za to jak żyję. I oczywiście zastanawiam się skąd ten ksiądz tyle o mnie wie? Wczoraj np. w parafii do której chadzamy zaczęły się rekolekcje. Rozważania o grzechach, grzesznicach, grzesznikach i innych, którym do szczęścia niebieskiego daleko, chyba że…

        Przyszliśmy do kościoła jak co niedzielę. Ludzi sporo. Msza zaczęła się małą procesją jak to w tej parafii w tym czasie się dzieje. Wychodzą księża z zakrystii. Pierwszy - znam, drugi - znam, trzeci – ależ przystojny! Przystojnych księży być nie powinno! Żeby  grzesznych myśli nie wzbudzali :)! Ale Ten jakiś taki jakby znajomy…jakieś poruszenie w mojej duszy wywołał, no i dawaj, nijak na Mszy skoncentrować się nie mogłam…Ale nie, że jakieś we mnie żądze wzbudzał, no to już by przegięcie było, ale Jego obecność zdecydowanie wzbudziła me zainteresowanie i otoczyła aurą radosnego spokoju…
              Myślę więc sobie, czy ja Go przypadkiem nie znam…i tak mi coś świta…ale niby skąd…a może…tak, oczywiście (swoje odkrycie zweryfikowałam w końcu podchodząc do Niego po Mszy – no bo jakże mogłoby być inaczej i okazało się, że służył 5,6 lat temu w mojej poprzedniej parafii. Te same uczucia wzbudzał we mnie tam. Może też dlatego zmieniłam parafię? Bo wraz z Nim zniknęło ciepło, spokój i dobre światło. Na dodatek częściej niż obecnie którykolwiek ksiądz, wysłuchiwał mojej spowiedzi zwieńczonej hektolitrami łez w konfesjonale. Był dla mnie uosobieniem dobra i to mnie tak bardzo rozwalało. Jest taki nadal. Może jakieś zauroczenie z mojej strony to było, sama nie wiem, ale są ludzie którzy przyciągają mnie jak magnes…i chcę się w to wciągać. Zanim wciągnęłam się na dobre wtedy, zadziałała Opatrzność. Został przeniesiony do innej parafii. I dzięki Jej za to, bo są decyzje, których nie potrafię podjąć sama. Lepiej jak ktoś mi wtedy pomoże…ale widzę, że moja dusza zapamiętała tamte emocje. Dobre emocje.) 

            No i patrzę na Niego z burzą myśli w głowie, słucham tego co czyta i mówi…jest poważny, wręcz smutny, spokojny, nieśmiały – to odczytuję z tego co widzę…a co słyszę? Uogólniając – „Jacy my podli jesteśmy, że grzeszymy…”i te cytaty z poezji Józefa Baki, jezuity poety z XVII w. (mrocznej i to bardzo, jak dla mnie za bardzo) „Źle żyjesz – zawyjesz” lub „Źle żyjesz – zgnijesz”…nic tylko się pochlastać.Cóż. Daje to do myślenia. I temu ma zapewne służyć…przemyśleć trzeba wiele rzeczy…i różne tematy…tylko czego się nie tknę to wygląda na to, że nie tak być powinno…trudne to jest jak diabli i nie potrafię…i najgorsze, że przez te nasze grzechy to cierpią inni w końcu…i dolinę powinnam mieć, że hej…ale nie mam, bo jak TAKI ksiądz przekazuje co przekazuje to ja akurat sobie wszystko tak wytłumaczę i przekombinuję, żeby nie było tak czarno. Pokoloruję tylko trochę pamiętając o powadze sytuacji…obiecuję…i poprawić się spróbuję…Bo wiadomo, że zmartwienia i troski zdrowia nie dodają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz