czwartek, 7 marca 2013

Stres = kwas



         Na zajęciach z wypalenia zawodowego ( studia podyplomowe na WSNHiD…) dowiedziałam się, że jestem osobowością typu A, co oznacza ni mniej ni więcej, żem ambitna, zdecydowana, lubiąca rywalizację zawodową, działająca z powodzeniem na kilka frontów jednocześnie (w sensie robienia kilku rzeczy na raz ;)), lubiąca konkrety, kontrolę, preferująca działanie tu i teraz i nie potrafiąca korzystać z tzw. dolce far niente czyli „nicnierobienia”.
         I wychodzi na to, że jestem w grupie podwyższonego ryzyka jeśli chodzi o podatność na stresssssssssss………. I znów jak bumerang powraca mój ulubiony ostatnio „kwaśny” temat. Oprócz większości produktów żywnościowych najmocniej zakwaszającym czynnikiem jest właśnie stres.  Sprawia dezorganizację funkcji życiowych czemu towarzyszy tworzenie się nadmiaru odpadów kwasowych. Odpady te zaburzają pracę wszystkich organów, a w tkance mózgowej przyspieszają bezpowrotnie obumieranie szarych komórek, a za tym idzie ograniczenie naszej sprawności umysłowej…W związku z tym albo zacznę działać w kierunku odkwaszenia zawczasu albo bez sensu te moje wszystkie studia i nauki…wizja syzyfowej pracy się rysuje…

          Dietę zmieniłam dla siebie w czerwcu ubiegłego roku, nad zmianą przyzwyczajeń rodziny pracuję dość skutecznie i tylko jeszcze nad potencjalnym stresem muszę zapanować. Otrzymałam niedawno maila od bardzo dobrej koleżanki (w wersji angielskiej co prawda, ale zrozumiałam J), a w nim życiową prawdę.
<Abstrahując od tematu, jakie to niesamowite, że otaczają mnie ostatnio ludzie, którzy jakby wyczuwają czego mi potrzeba…>
         Przytoczę sens tej mądrości, otóż : Nad 10% tego co spotyka nas w życiu nie jesteśmy w stanie zapanować, to się po prostu dzieje, jest gdzieś zapisane, tak ma być i nie mamy na to wpływu, natomiast resztę – 90 % naszego życia kształtuje  to, jak na te 10% zareagujemy…i podążając tą drogą zamierzam radzić sobie ze stresem! I z życiem! Piękne prawda?
   Dzięki Baśka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz