Znalezienie chwili, żeby zatrzymać się i zrobić coś dla siebie, dla
przyjemności, no i dla zdrowia uznaję za kluczowe w natłoku trudnych
spraw. Współczuję tym, którzy nie potrafią znaleźć choćby 30 minut na
kawę i ciacho, aby odprężyć się i miło spędzić czas szczególnie wtedy
gdy ktoś na nią zaprasza :). Trzeba dać sobie szansę na relaks, a nie
orać jak wół myśląc, że po 70-tce sobie odpocznę i może choć książkę
napiszę, bo na inne przyjemności to już sił nie będzie :) Trzeba się
rozpieszczać samemu skoro nikt nas rozpieszczać nie chce i chwytać
dzień!!!
Pierwsza połowa ubiegłego roku bogata była w wydatki na wszelkiego
rodzaju zakupy grupowe w sieci. Szczególnie moją uwagę przyciągały oferty na
zabiegi kosmetyczne i masaże. Miewałam takie sobie dołki psychiczne i dołeczki,
czasem poważniejsze nawet i zauważyłam, że doskonale robi mi masaż. Oprócz tego, że rozluźnia mięśnie,
wzmacnia i ujędrnia skórę, to również działa na mojego ducha
pozytywnie. Przetestowałam zatem kilka miejsc i kilku masażystów ;) wszyscy
bardzo profesjonalni – każdy masaż jednak był inny więc porównać nie mogę. Nie
zrobili oni jednak na mnie takiego wrażenia żeby odwiedzić ich ponownie. A może nie
tyle oni co ich masaże. Albo podejście do klienta… Z jedną tylko dziewczyną z tamtego okresu utrzymuję kontakt pozostając
jej stałą klientką, a teraz też pokrewną duszą i naprawdę szczerze polecam jej
masaże Lomi lomi nui. Nic nigdy nie działało na mnie tak fantastycznie jak Jej
Lomi!!! Przepraszam tu p.Grzegorza, ale taka jest prawda. Kinga jest najlepsza! W Lomi oczywiście!
A jak to było
jak pierwszy raz trafiłam do p.Grzegorza Króla? Specjalnie to nie miałam sobie
nic do zarzucenia jeśli o figurę chodzi. Wiadomo, że zawsze mogłaby być lepsza, ale na tamtą
chwilę dla mnie była ok. Rozmiar 38/40 przy wzroście 175cm, tragedii nie ma. Był to chyba koniec
maja. Do Studio Zdrowia to ja prawie nie
trafiłabym gdyby nie mój strażnik-intuicja pilnująca, żebym nie straciła wydanych
pieniędzy przez przegapienie terminu realizacji kuponu (bo p. Grzegorz też tej formy reklamy spróbował!) I
oczywiście jestem intuicji ogromnie za to wdzięczna. To po prostu musiało się stać. Kupon
dotyczył masażu całego ciała i porady żywieniowej. Ja oczywiście świadoma co jest zdrowe a co niekoniecznie szłam do gabinetu z przekonaniem,
że porada polegać będzie na tym iż wszystko co lubię: kluski, placki, pierogi,
sosiki, kanapki ozdabiane majonezem, ziemniaczki, frytki, pyzy i inne mączne
pychotki oraz słodkości wszelkie- mam porzucić na rzecz zieleniny. Czy moje przekonanie
było słuszne?
Oczywiście, że tak. Usłyszałam dokładnie to, na co byłam przygotowana. Spotkała mnie jednak też niespodzianka (co utwierdziło mnie tylko w niechęci do
wszelkiego rodzaju niespodzianek). Usłyszałam bowiem zaraz na wejściu „No tak,
widzę, że bioderka są…” – i ten ton użalający się nad moimi obfitościami, ton
doświadczonego masażysty, który pewnie ze trzema tysiącami bioderek mniej lub
bardziej otłuszczonymi obcował. Jakże mnie to
zeźliło!!!! Trzymajcie mnie ludzie, bo nie wytrzymam i coś palnę. No i palnęłam „A co też
Panu nie pasuje w moich biodrach?!?!” – mojego tonu nie będę opisywać i dalszej
zażartej dyskusji o cellulitach, słodyczach, masażach, fitnessie i zdrowiu…ale zostałam, bo przekonał mnie swoimi argumentami, że warto się
postarać i coś zmienić. Żeby było lepiej. I jest! A że ja nic nie muszę to
widocznie po prostu chciałam :)
www.studiozdrowia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz