Po prawie 10 latach małżeństwa mój
mąż mnie bardzo zaskoczył! Bynajmniej nie kupił mi kwiatów bez okazji ani
innego drobiazgu ( np. bransoletki Lilou :)), ale przyniósł do
domu gazetę – miesięcznik "KiF Sport. Kulturystyka i fitness". Co w tym
zaskakującego? Otóż właściwie nic, zważywszy że ostatnio jego mięśnie jakoś tak
nabrały kształtu i siły (może choć po 10 latach mnie na rękach trochę ponosi…),
ale…On to czasopismo kupił ze względu na mnie! I jego stosunkową taniość, bo
tak jakoś wyszło, że pochodzimy z Poznania…cóż…
No i lawinę myśli to zdarzenie
wywołało, bo nie wiem czy mojej sylwetce ma coś do zarzucenia, czy jakichś
wałeczków się doszukał, czy sflaczałam i wymagam mięśniowej korekty, czy zaczął
gustować w kulturystkach…w mojej głowie tysiące prawdopodobnych scenariuszy, a On podsuwa mi pod nos
artykuł z działu Zdrowie „Ryzyko zakwaszenia organizmu”. I urósł w moich
oczach, bo od tygodni trąbię o tym jak jemy a jak powinniśmy, co lepsze, co
korzystniejsze dla zdrowia i żeby wreszcie pojął, że te kotlety z kurczaka to
dlatego w panierce z otrębów orkiszowych robię, żeby jak najbardziej białą mąkę (tę z
pysznej tartej bułeczki) z jadłospisu wyeliminować – właśnie dlatego, żeby się
nie zakwaszać!!!
I jak mi ktoś powie, że mężczyzny nie można zreformować to mu
za przykład podam powyższy! Oczywiście wiem, że jestem na początku drogi i że
od słów i wiedzy teoretycznej do czynów i realizacji postanowień dotyczących
zmiany diety jest daleko, to pierwszy krok został zrobiony! Artykuł
przeczytaliśmy w tę i nazad i jeszcze raz i wybrane fragmenty kilka razy, aż
dzisiejszy dzień stał się kluczowym pod kątem doboru składników żywieniowych do
każdego z planowanych posiłków. I ja doskonale wiem dlaczego on wreszcie w tym
temacie zaskoczył. Bo w gazecie
napisali a ci to się na pewno znają, a że ja o tym gadam i gadam to pikuś. Ja
to tylko żona jestem…ale liczy się efekt.
Idąc tym tropem, ktoś z "kwaśną miną" może się okazać całkiem, całkiem słodki...:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz