Wyszło słońce! Nareszcie! Niebo
porozrywało się na dobre, widać błękitne dziury. Chciałabym wpaść w taką wolną
przestrzeń i polecieć...tylko jak przyciąganie ziemskie wyłączyć? Pole
magnetyczne ziemi słabnie, mówią…to chyba źle…KONIECZNIE TRZEBA SIĘ DOŁADOWAĆ!
Ale Matka Ziemia wciąż każe nam po sobie chodzić. Stawiać mocne kroki, iść do
przodu, dumnie kroczyć i rozsądnie. A kto wydał zakaz chodzenia z głową w
chmurach? I na jakiej podstawie? Czy jakiś kodeks jest spisany czy jak? Ciągle
tylko „zejdź na ziemię!”, „spójrz realnie”, „przestań wreszcie bujać w
obłokach”…. Bo co?
http://www.youtube.com/watch?v=vPpp8ubhxz0
http://www.youtube.com/watch?v=vPpp8ubhxz0
Nie wiem czy to nagroda czy przekleństwo, ale posiadłam
wyjątkową zdolność ubarwiania życia. Bynajmniej, ani
malarstwem artystycznym ani pokojowym się nie zajmuję. Ubarwiam je sobie myślami.
Ale jeśli ktokolwiek spodziewa się, że właśnie ma do czynienia z filozofem
(choć obecnie to z filozofką należałoby powiedzieć co by którejś prawdziwej nie
obrazić) to jest w błędzie. Żadnych odkryć nie poczyniłam niestety, choć bardzo
chciałabym się czymś przysłużyć ludzkości. Raczej scenarzystką jestem,
scenarzystką własnego życia a raczej życia, które byłoby fajniejsze gdyby choć
w malutkiej części zechciało dopasować się do tworów mojej wyobraźni. A reżyser
wciąż na urlopie. I wymyślam…zastanawiam się czy to
już jakaś choroba nie jest, może czas zajrzeć do specjalisty?
Pewien mój przyjaciel powiedział mi kiedyś,
że ja to chyba mam za dużo czasu na myślenie i stąd biorą się moje huśtawki
nastrojów, bo jak już coś wymyślę to gubię się między światem realnym a
wyimaginowanym i tworzą mi się tak dalekie od prawdy wizje, że trudno ze mną
wytrzymać. I wtedy to co mówię lub piszę i co zdarza się być nieprawdą, może
kogoś ranić. Chodziło mu oczywiście o
to, że zamiast słuchać, patrzeć i czytać drugiego człowieka, realnej postaci tu
i teraz, tak zakręcam się wokół wymyślonych treści o tej osobie, że nie ma
szans na to ażeby dać coś sobie wytłumaczyć. Racja, bo wkręcanie się i
nakręcanie na dany temat doprowadza mnie do niezłej bujanki emocjonalnej…jestem
w tym niepisaną specjalistką…tylko co ja mam robić żeby tego nie robić?
Łatwo
jest upiększyć kogoś w swej fantazji. Jednak walnięcie głową o beton boli,
gdy okazuje się że jedyne co łączy pięknego, srebrnego rycerza, o nienagannych
manierach i wielbiącego ziemię po której stąpasz Ty, piękna brunetka- żeby nie
było stereotypowo- z tym naszym realnym to np. zbroja, bo ten realny, istna
konserwa, zakuta pała, reformowalny nie jest… Ale obrzydzić sobie tego kogoś
wydawać by się mogło zdrowsze z uwagi na to, że jest szansa na jakieś światełko
w tunelu, że może okaże się inny, lepszy i taka niespodzianka ubarwi nasz
Real…takie "pozytywne rozczarowanie"...Tylko że ja, cytując klasyka Marudę ze Smerfów NIE CIERPIĘ NIESPODZIANEK!!!
Za to uwielbiam rycerzy, a i
monarchia jest niezwykle ekscytująca…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz