poniedziałek, 18 marca 2013

Być bardziej...



  
    Złapałam oddech! Jestem szczęśliwa! Nawdychałam się jodu, wiatr niemiłosiernie katował wszystkie mniej schowane części ciała, a i te bardziej schowane odczuły jego moc, słońce grzało, oczy łzawiły, mewy skrzeczały, zamarznięte muszelki czekały na wolność, plażę przykrywała warstwa zmrożonego śniegu, a i tak serce z radości biło jak szalone. Sopot…!

   
     Większego znaczenia dla mnie nie ma czy to kurort czy dziura zabita dechami, bo i tak to MORZE przyciąga mnie jak magnes! Morze i bezkresna przestrzeń…tego potrzebuję zawsze. Gdy tak stanę sobie na brzegu i patrzę w dal, przepełnia mnie nieopisana radość życia i wdzięczność za to, że mogę tego doświadczać. Podobno jestem stworzona do tego, aby być wolna. Nad morzem tak właśnie się czuję…WOLNA! 


          Dla mnie te chwile doświadczania energii morza są niezwykłe. Im bardziej dzikie i wzburzone tym lepiej. Myślę, że w dużym stopniu utożsamiam się z tym żywiołem. Teraz jestem na niesamowicie dynamicznym etapie życia, bardzo nastawionym na branie i czerpanie z Natury i z Ludzi. Podejście bardzo egocentryczne, ale czy tym kogoś krzywdzę? Nie sądzę…Nie chciałabym tego…Nie potrafię brać nie dając części siebie. Myślę, że dzięki wymianie energii na różnych płaszczyznach życia, z różnymi ludźmi i w różnych momentach ich ziemskiego bytu możemy być dla siebie niewyczerpanym źródłem doświadczeń. Chciałabym otaczać się tylko pozytywną energią. Wampirom energetycznym, chorobotwórczym i podcinającym skrzydła dziękuję bardzo. Nie chcę ich. Nie będę tracić czasu na maruderów, narzekaczy i użalaczy się nad własnym losem. Działanie jest tą formą, która kształtuje nasze JA. Nie będę czekać! Jest wiele wspaniałych osób, które na pewno wiedzą ile mi dają i jak bardzo im dziękuję za to, że są. Jest wiele rzeczy do zrobienia i spróbowania. Chcę doświadczać! Chcę brać, ale i dawać siebie. Poczucie, że jestem potrzebna, że ktoś cieszy się na spotkanie ze mną, że chce usłyszeć mój głos w słuchawce, czy choć przez chwile na mnie spojrzeć i uśmiechnąć się ot tak, to wciąż moje niedoścignione marzenie. Tu niepewność zbiera żniwo… Czasem z tyłu głowy czai się deprymująca myśl: Czy gdyby mnie nagle zabrakło to ktoś odczułby ten brak? Rodzina, to jasne, ale czy jeszcze ktoś? Mam wielką potrzebę bycia komuś potrzebna. Oddawanie krwi albo czekanie na telefon, bo może mój szpik okaże się dla kogoś szansą na życie to taka fizyczna potrzebność, w której się realizuję, ale mnie i o psychiczną troszkę chodzi…


           Po pół roku szarości chcę kolorów, ciepła i wiatru. Chcę poczuć jak moje życie budzi się ze snu zimowego i przenika mnie na wskroś. Potrzebuję jak nigdy smaku wiosny na ustach, dotyku słońca i radości przyrody. Marzę o tym żeby stanąć boso na łące albo położyć się na trawie i czerpiąc ziemską energię podziwiać kształty chmur wymalowane niewidzialną ręką Mistrza. Chcę być bardziej…




1 komentarz:

  1. Przyroda to w rzeczy samej wolność i swoboda...
    Jak przyrody brak, to pozostaje nam tylko głowa....
    Nadchodzi wiosna... po mału, ale nadchodzi... jak już nadejdzie, to nawet głowy brak będzie... i babci, ale to cały czas... :-)

    OdpowiedzUsuń