Złapałam oddech! Jestem szczęśliwa! Nawdychałam się jodu, wiatr niemiłosiernie katował
wszystkie mniej schowane części ciała, a i te bardziej schowane odczuły jego
moc, słońce grzało, oczy łzawiły, mewy skrzeczały, zamarznięte muszelki czekały
na wolność, plażę przykrywała warstwa zmrożonego śniegu, a i tak serce z
radości biło jak szalone. Sopot…!
Większego znaczenia dla mnie nie ma czy
to kurort czy dziura zabita dechami, bo i tak to MORZE przyciąga mnie jak
magnes! Morze i bezkresna przestrzeń…tego potrzebuję zawsze. Gdy tak stanę
sobie na brzegu i patrzę w dal, przepełnia mnie nieopisana radość życia i
wdzięczność za to, że mogę tego doświadczać. Podobno jestem stworzona do tego,
aby być wolna. Nad morzem tak właśnie się czuję…WOLNA!
Dla mnie te chwile doświadczania
energii morza są niezwykłe. Im bardziej dzikie i wzburzone tym lepiej.
Myślę, że w dużym stopniu utożsamiam się z tym żywiołem. Teraz jestem na
niesamowicie dynamicznym etapie życia, bardzo nastawionym na branie i czerpanie z
Natury i z Ludzi. Podejście bardzo egocentryczne, ale czy tym kogoś krzywdzę?
Nie sądzę…Nie chciałabym tego…Nie potrafię brać nie dając części siebie. Myślę,
że dzięki wymianie energii na różnych płaszczyznach życia, z różnymi ludźmi i w
różnych momentach ich ziemskiego bytu możemy być dla siebie niewyczerpanym źródłem
doświadczeń. Chciałabym otaczać się tylko pozytywną energią. Wampirom energetycznym,
chorobotwórczym i podcinającym skrzydła dziękuję bardzo. Nie chcę ich. Nie będę
tracić czasu na maruderów, narzekaczy i użalaczy się nad własnym losem. Działanie
jest tą formą, która kształtuje nasze JA. Nie będę czekać! Jest wiele
wspaniałych osób, które na pewno wiedzą ile mi dają i jak bardzo im dziękuję za
to, że są. Jest wiele rzeczy do zrobienia i spróbowania. Chcę doświadczać! Chcę
brać, ale i dawać siebie. Poczucie, że jestem potrzebna, że ktoś cieszy się na
spotkanie ze mną, że chce usłyszeć mój głos w słuchawce, czy choć przez chwile
na mnie spojrzeć i uśmiechnąć się ot tak, to wciąż moje niedoścignione marzenie.
Tu niepewność zbiera żniwo… Czasem z tyłu głowy czai się deprymująca myśl: Czy
gdyby mnie nagle zabrakło to ktoś odczułby ten brak? Rodzina, to jasne, ale czy
jeszcze ktoś? Mam wielką potrzebę bycia komuś potrzebna. Oddawanie krwi albo
czekanie na telefon, bo może mój szpik okaże się dla kogoś szansą na życie to
taka fizyczna potrzebność, w której się realizuję, ale mnie i o psychiczną troszkę chodzi…

Po
pół roku szarości chcę kolorów, ciepła i wiatru. Chcę poczuć jak moje życie budzi
się ze snu zimowego i przenika mnie na wskroś. Potrzebuję jak nigdy smaku
wiosny na ustach, dotyku słońca i radości przyrody. Marzę o tym żeby stanąć
boso na łące albo położyć się na trawie i czerpiąc ziemską energię podziwiać
kształty chmur wymalowane niewidzialną ręką Mistrza. Chcę być bardziej…
Przyroda to w rzeczy samej wolność i swoboda...
OdpowiedzUsuńJak przyrody brak, to pozostaje nam tylko głowa....
Nadchodzi wiosna... po mału, ale nadchodzi... jak już nadejdzie, to nawet głowy brak będzie... i babci, ale to cały czas... :-)