sobota, 6 kwietnia 2013

Jak mucha na ścianie...



         Jakbym taką zobaczyła to z pewnością zostałaby po niej błyskawicznie mokra plama (o ile moja reakcja nie jest spowolniona po zimie i zdążyłabym...). Choć może i bym się przez chwilę ucieszyła, że ją widzę bo to przecież też jakiś objaw wiosny....tylko że taki czarny i roznoszący zarazki, pfuj...

       Czasami, jak tak sobie rozmyślam o ludziach, tych mi bliższych i tych dalszych, to zastanawiam się na ile Oni są prawdziwi w swoich emocjach, zachowaniach, a na ile grają jakąś rolę. Bardzo cenię sobie szczerość i czasem wiem, że moja szczerość wobec świata może być nieakceptowalna. Ale nie narzucam się. Nie wszyscy są po prostu chętni, żeby usłyszeć to co myślę. Zresztą to nie jest tak, że moim celem i świadomym działaniem jest sprawienie komuś przykrości. Boże broń! Po prostu ja jestem jak otwarta księga, ktoś chce to o mnie wie, przeczyta wszystko i choć nie wiem czy to dobrze, na razie nie spotkałam nikogo kto wiedzę tą wykorzystałby przeciwko mnie. Ale bywa różnie. Jestem w stanie zrozumieć tych skrytych, bo być może po prostu są bardziej ostrożni. Ale ja ciekawa i niecierpliwa chcę bardziej, więcej i szybciej, a najlepiej natychmiast....uch!

            Czy drugiego człowieka możemy tak naprawdę poznać? Chyba tylko na tyle na ile On sam chce dać się poznać. A ludzie są tacy fascynujący!!! Ja chyba pomyliłam moją drogę "naukową", bo powinnam socjologię albo psychologię studiować...a może właśnie nie, bo jakbym taka wyedukowana w tym temacie była to może CZŁOWIEK przestałby mnie interesować? Bardzo ciekawi mnie czy ten Ktoś przy mnie zachowuje się tak samo jak przy innych, czy może w domu inaczej, czy to co mówi o sobie jest tylko taką REKLAMĄ a tak naprawdę czuje i postępuje całkowicie odwrotnie, ile w Nim zdolności aktorskich a ile prawdy i dlaczego jeśli nie jest, nie potrafi być sobą... Jasna sprawa, że chcemy być odbierani zarówno jako ludzie sukcesu i jako wspaniali członkowie rodziny i jako fantastyczni przyjaciele i w ogóle jako naj, naj, naj, ale po co? I dlaczego? Czy wtedy jesteśmy bardziej lubiani i o to chodzi? Czy chodzi o to, żeby inni nas chwalili czy nam zazdrościli? W kalendarzu, który dostałam od mojej bratowej :) zamieszczono słowa Paulo Coehlo, które dają szersze spojrzenie na popularne przysłowie "Przyjaciół nie poznajemy w biedzie, tylko po tym jak znoszą nasz sukces."

              A ja chciałabym być taką muchą (tylko taką sprytną, której nikt klapką nie ździeli) i odwiedzić kilka ścian i podpatrzeć tych co mnie interesują. Sprawdzić właśnie na ile są szczerzy, co ich gnębi, jak działają gdy są sami, czym się martwią, co ich boli i inne takie emocjonalne tajemnice. Nie chciałabym odkryć, że mnie okłamują...:( Nie obchodzi mnie co kto ma i ile chowa. Chciałabym ich poznać bardziej.
       Ale co ja bym zrobiła z tą wiedzą? Może łatwiej potrafiłabym zrozumieć siebie, może nauczyłabym się radzić sobie z własnymi demonami czy emocjami, może porównując siebie z kimś innym w konkretnym temacie, byłoby mi łatwiej uporać się z nim, a może pomoglibyśmy sobie razem... ludzie są wspaniali! Wciąż uczę się żeby nikogo nie oceniać tylko próbować zrozumieć, a bycie tą muchą by mi w tym troszkę pomogło.

          Arabello! Pożycz mi swój pierścień!!! :)

A może nie muchą a takim pięknym przezroczystym motylkiem...



Najgorzej to chyba będzie jak zrobią się z nas maszyny...jak już nikomu nie będzie zależeć na rozmowach, na spotkaniach, na wspólnym przeżywaniu i dzieleniu się chwilą, na emocjach...tylko jak te konie będziemy gnać z miejsca na miejsce bez chwili opamiętania...bez zatrzymania...bez zawieszenia...